|
15 lutego 2012
aktualności
Ośrodek „Brama Grodzka-Teatr NN”, Pracownia Fotografii / Galeria NN, ul. Grodzka 34, Lublin
Wystawa - Andrzej Grzybkowski Trzy kirkuty: Kraków Praga Berlin, fotografie
Wernisaż w środę 22 lutego o godz. 17:00, wystawa czynna do 5 marca 2012, pon-pt. w godz. 10-17

Andrzej Grzybowski
Urodzony w Poznaniu w 1935 r. Tam na UAM studia z zakresu geografii i historii
sztuki. Emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie wykładał
w Instytucie Historii Sztuki a ostatnio w Instytucie Archeologii. Historyk sztuki,
głównie mediewista, zajmuje się zwłaszcza historią architektury.
Opublikował kilka książek i kilkadziesiąt artykułów naukowych.
Członek Komitetu Nauk o Sztuce PAN. Redaktor naczelny „Rocznika Historii
Sztuki”. Fotografię artystyczną uprawia od 1960 r. Debiutował na wystawie
w Poznańskim Towarzystwie Fotograficznym (PTF) w 1962 r. W latach 1961
- 1963 członek Sekcji Artystycznej PTF - elitarnej grupy prowadzonej przez
Fortunatę Obrąpalską. Prezes PTF w latach 1963 - 1965.
Członek Związku Polskich Artystów Fotografików 1965 − 1970; po wystąpieniu
na własną prośbę ponownie przyjęty w 2006 r. W latach 1960 − 1965 uprawiał
fotografię czarno-białą; ważniejsze tematy i cykle: pejzaże konińskiego zagłębia
węgla brunatnego, kirkuty, reportaż uliczny, Tatry. Po przerwie 1965 − 2001 r.
posługuje się wyłącznie techniką cyfrową (bez przetwarzania), fotografując wyłącznie krajobraz i architekturę współczesną. W tym zakresie cykle (większość niewystawiana):
Berlin najnowszy, Paryż, Mgła, Wiatrołom w Tatrach, Alpy - Tatry, Żniwa, IC do Krakowa, Deszcz, Mróz, Pole, Woda, Pejzaże Hiszpanii (czerwone, żółte, płowe, perłowe,
morskie), kirkuty, koty. Ma swym dorobku kilkanaście wystaw indywidualnych i udział w przeszło dwudziestu wystawach zbiorowych, w tym kilku zagranicznych. 
O wystawie i kirkutach
Prezentowana wystawa mimo małych rozmiarów nie jest jednolita ani pod względem czasu powstania fotografii ani ich stylu. Ani przedmiotu, czyli samych cmentarzy żydowskich.
Grupa „biała” składa się z autorskich powiększeń wykonanych na początku lat 60. XX w. Wyjątek stanowi odróżniająca się tonalnie fotografia pozujących kamieniarzy, którzy
na chwilę przerwali pracę przy zestawianiu z fragmentów potrzaskanych nagrobków, swego rodzaju czworobocznego pomnika poświęconego „Pamięci pomordowanych Żydów
ofiar ludobójców hitlerowskich w latach 1939 − 1945”. Pomnik znajduje się nie na najbardziej znanym kirkucie krakowskim Remu (Remuh) przy ulicy Szerokiej na Kazimierzu
(to z niego pochodzą śnieżno - graficzne prace), lecz z drugiego, położonego przy ulicy Miodowej, powstałego w XIX w. Uzupełnieniem cyklu czarno-białych powiększeń jest
kilka mniejszych formatem współczesnych wydruków w tonacji sepiowej, powieszonych w korytarzyku. Zostały wykonane ze skanów negatywów z początku lat 60.
Dwa pozostałe zespoły odróżniają się zieloną dominantą kolorystyczną. Wydruki macew lub ich małych grupek obrazują cmentarz w Pradze (2007 r.).
Druga, nieco inna zieleń spowija nagrobki na berlińskim cmentarzu w Weissensee, sfotografowane w 2009 r. (I tu znów wyjątek: macewy schronione
w pawilonie to jedyna na wystawie fotografia z berlińskiego cmentarza przy Schőnhauser Allee).
Fotografie w większości nie były wystawiane. Ich niezamierzone zróżnicowanie wyniknęło głównie ze zmiany techniki fotograficznej na przestrzeni półwiecza. Gdy zaczynałem
się nimi interesować, kirkuty nie stanowiły tak spopularyzowanego tematu, jak później i obecnie. Nie było też należytej świadomości ich losu, rozmiarów zniszczeń ogromnej
liczby cmentarzy żydowskich czy miejsc po nich w Polsce. Historia i męczeństwo Żydów nie były w pełni uświadamiane, co leżało w interesie władzy, usiłującej w makabrycznym
współzawodnictwie o liczbę ofiar wyolbrzymiać te polskie (choć Żydzi byli przecież obywatelami polskimi). Nie trzeba mówić jak od półwiecza zmieniła się w kraju świadomość,
znajomość historii Żydów i Polaków, jak czynny antysemityzm powodujący profanacje licznych kirkutów (czy ich śladów) zaczął słabnąć i przekształcać się w czynną opiekę
nad tymi zabytkami kultury żydowskiej. Trudno byłoby w tym miejscu nie powiedzieć o zasługach goszczącego mnie Ośrodka Brama - Teatr NN, instytucji znanej w kraju
z niezwykłego uwrażliwienia na problematykę bliskiej przeszłości i kultury regionu.
Kirkut Remu, przyciągający dziś tłumy turystów i wiernych żydowskich z całego świata, powstał w 1. połowie XVI w., a czynny był zasadniczo do XIX w. Wtedy zastąpiła go
wspomniana nekropolia przy nieodległej ulicy Miodowej, używana do dziś. Cmentarz Remu został silnie zdewastowany w czasie okupacji niemieckiej (1939 -1945), nie ominął
go nawet los śmietnika. Pozostało na powierzchni zaledwie kilkanaście nagrobków. Trudno się dziwić, że mieszkający zaledwie kilkaset metrów od niego młodociany autor
wystawy nie był świadomy rzeczy. Od 1959 r. podjęto prace wykopaliskowo - porządkowe, odkrywając ponad 700 zasypanych nagrobków. Mniej zniszczone stele i nagrobki
tumbowe ponownie ustawiono, ale większość macew nie stoi na pierwotnym miejscu i tworzy raczej rodzaj lapidarium. O fachowej sukcesywnej konserwacji można mówić
od 1988 r. „Stary” cmentarz żydowski w Pradze, położony w części starego miasta zwanej Josefov, należy do najsławniejszych, owianych legendami nekropolii żydowskich
na świecie. Założony w obrębie getta w XV w. był używany do 2. poł. XVIII w. Zawiera też macewy XIV-wieczne, naniesione ze starszego cmentarza.
W Berlinie jest kilka cmentarzy żydowskich. Ten, który fotografowałem mieści się na odległym przedmieściu Weissensee. Po łódzkim - jest największy w Europie.
Otwarto go w 1880 r. Nagrobki zatraciły tu typowe cechy - kształty, motywy dekoracyjne i symboliczne na rzecz aktualnych stylów i mody, nie różniąc się niemal
od pomników na cmentarzach chrześcijańskich. Nowym zjawiskiem były też niemieckojęzyczne (a nie hebrajskie) napisy, skutek laicyzacji i asymilacji.
Autor wystawy choć jest zawodowym historykiem sztuki nie zajmuje się profesjonalnie sztuką żydowską. Jest ona dla niego „tylko” i „aż” tematem, którego
ekspresja religijna, artystyczna i „estetyka ruin” odsuwała go od postawy inwentaryzacyjnej. Przyciągała zaś fascynacja historią Żydów i ich Zagłady.
Jako fotograf nie jest historykiem sztuki, a jako historyk sztuki nie jest fotografem.
A.G.
