Fotografia jako maska. Dysymulacje obrazu. Fotografia Anonimowa,
Zbigniew Dłubak, Jerzy Lewczyński, Julia Pirotte, Wojciech Plewiński, Zofia Rydet, Zygmunt Rytka
Galeria Asymetria w Domu Funkcjonalnym, ul. Jakubowska 16, Warszawa
Wernisaż w sobotę 11 stycznia o godz. 19:00, wystawa czynna do 14 lutego 2014
Kurator: Rafał Lewandowski

ga-anonimowa-960

"Pojęcie maski funkcjonuje skrycie w naszej psychice.
Gdy chcemy odgadnąć, co kryje się za czyjąś twarzą,
gdy chcemy czytać z czyjejś twarzy, milcząco przyjmujemy,
że jest ona maską." (Gaston Bachelard)


A gdybyśmy podłożyli pod słowo twarz inne, mianowicie fotografia? Spostrzeżemy, że fotografia jako wynalazek wiarygodnego odniesienia do rzeczywistości,
a więc identyfikacji widoku i rzeczy (symulacja, mimesis) w totalnych działaniach artystycznych, czyli docierających do swych granic, paradoksalnie stała się swoim zaprzeczeniem.
Artysta poddając w wątpliwość zjawisko prawdy w widoku, rejestruje obraz fotograficzny, który obserwator traktuje jako coś sztucznego - dysymulację rzeczywistości
(ukrywanie się rzeczy). Na gruncie fotografii polskiej granica ta historycznie została przekroczona przez Zbigniewa Dłubaka, który w 1948 wykonał serię fotografii makroskopowych,
"odstępując od fotografii tradycyjnej traktującej fotografię nie jak narzędzie użyteczne do odtwarzania widoku, lecz narzędzie kreujące" (Janina Ładnowska). Choć stało się to
na marginesie wypracowywania nowego programu dla sztuki polskiej po II wojnie światowej, niemniej w działaniach artystycznych fotografii, dysymulacja - jako poddawanie
w wątpliwość, stała się jednym z najbardziej charakterystycznych rysów tego medium. Powtórzmy za Bachelardem: "Fenomenologia dysymulacji musi sięgać do źródeł chęci
bycia kimś innym". A więc w miejsce twarzy dziecka możemy np. zobaczyć jakieś cierpienie, które kojarzymy z jakimś innym obrazem z przeszłości. Fotografia staje się maską,
w jednej z jej funkcji obrazu, jaką jest dysymulacja. I gdy to sobie uświadomimy, już jako obserwację samego jej procesu poddawania w wątpliwość, co było tak ważne
dla Jerzego Lewczyńskiego, nagle maska staje się dla nas czymś pozytywnym, widzeniem rzeczy przez fotografię, ich archeologią.